24.04.2023

Świadectwo

Jest czwartkowy wieczór poprzedzający wielki tydzień. Dzwoni telefon, wyciągam z kieszeni i wyświetla się Wacek i mówi krótko ,,Ekstremalna Droga Krzyżowa czyli EDK – idziesz w nocy w ciszy, modlisz się aby spotkać się z NIM. Ja idę, idziesz ze mną?”

Tyle mi wystarczyło aby podjąć decyzje w ułamku sekundy że idę. Nigdy wcześniej nie słyszałem o EDK – zero przygotowań, przemyśleń czy dam radę fizycznie czy będę bezpieczny. Do dziś pamiętam strach w oczach żony mówiąc jej o mojej pierwszej EDK, uspokajając żonę mówię, że będę uważał i że ON będzie tuż obok mnie.

Po przejściu czterokrotnie EDK mam milion myśli w głowie pisząc moje świadectwo, wracają przemyślenia, rozważania, przypominam sobie każdy krok, każdy kilometr to co mnie otaczało co mijałem idąc od stacji do stacji.

Każde EDK którego doświadczyłem duchowo jest zupełnie inne, ale równie ważne dla mnie w dążeniu do bycia dobrym człowiekiem, a dalej do bycia Zbawionym.

Pierwsze EDK pomogło mi poprawić moje życie. Wcześniej liczyła się praca i wartości materialne z niej płynące, przez co zaniedbywałem relacje w małżeństwie, które były szalenie ważne na danym etapie naszego życia, gdyż mieliśmy za sobą trzy poronienia i początek czwartej ciąży. Miałem mnóstwo pytań do Boga dlaczego tak jest. Czułem w sercu pustkę, zwątpienie, poczucie braku wiary i tak jak by Duch Święty o mnie zapomniał.

Przemierzając EDK od stacji do stacji miałem w sercu ,,Boże niech się dzieje wola Twoja, ale proszę obdarz mnie darem ojcostwa, ulecz me serce i rany w nim wyryte, pomóż mi być lepszym człowiekiem”

Im dalej szedłem to każda kolejna dziesiątka różańca była jakby bardziej istotna, bardziej płynąca z głębi mojego serca, a nie tylko klepanie i powtarzanie Ojcze Nasz `i Zdrowaś Maryjo….

Po przejściu ponad trzydziestu kilometrów uczucie jak by zaczęła się moja Droga Krzyżowa, przyszło zmęczenie, wyczerpanie i ból z każdego kolejnego kroku.

Było mi ciężko. Doszedłem do X stacji ukląkłem, upadłem, nie dałem rady wstać i iść dalej. I tu Duch Święty po jakiejś chwili pomógł mi wstać i iść dalej.

Zacząłem rozmawiać z Jezusem jak z dobrym przyjacielem, ale z takim przyjacielem na 100%, nigdy wcześniej nie miałem tak wielkiego przekonania że On mnie słucha i kieruje moim życiem nawet jeśli nie rozumiem teraz dlaczego tak jest.

Dochodząc do XIV stacji czułem że mnie wysłuchał, byłem potwornie zmęczony, ale szczęśliwy.

Przez cały rok do kolejnej EDK setki razy wracałem do rozważań i przemyśleń, aby pójść dobrą drogą.

Jeżeli się wahasz czy dasz radę i czy warto. Zawierz Bogu, weź swój krzyż i idź.

Nie bój się.

Będzie ciężko nawet bardzo, ale na końcu Twojej EDK czeka na Ciebie On Miłosierny.

Sławek


24.04.2023

Świadectwo

To była moja pierwsza w życiu EDK. Nawarstwiające się w tym czasie komplikacje przekonywały mnie, żebym jednak zrezygnowała, że może kiedyś, w przyszłości, ale nie teraz. Pomyślałam, że idealny moment może nigdy nie nadejść i chcę teraz, dziś wyruszyć w tę nietypową drogę krzyżową. Na kilka godzin przed startem podjęłam decyzję, że idę. Rozpoczynałam z myślą, że pójdę dotąd, dokąd zaprowadzi mnie Pan Bóg – nic nie zakładałam. Chciałam po prostu pójść w tę drogę za Jezusem, dać się Jemu poprowadzić całkowicie, odkładając na bok swoje przekonanie, że wiem co mogę, a co nie. Początkowo czułam strach, niepewność, bo przecież jest noc i nie wiem co mnie spotka na drodze. Sytuacji nie ułatwiały trudne warunki pogodowe. Podczas całej mojej wędrówki – z bardzo krótkimi przerwami – padał deszcz. Otuchy i wsparcia dodawała mi obecność życzliwych mi ludzi i to, że zawsze ktoś był w zasięgu wzroku. Czułam się dzięki temu bezpieczniej i byłam wdzięczna Bogu za towarzystwo bliskich mi osób. W miarę pokonywania kolejnych kilometrów niepewność znikała, a narastał ból. Ból, który mogłam oddać Jezusowi. Wiedziałam, że idę nie dlatego, by być sama, ale po to, by nauczyć się oddać ciężar w Jego ręce. Ten i każdy inny ciężar w życiu. Miałam sporo czasu na przebywanie z Bogiem sam na sam, na modlitwę w ciszy i spokoju, których często w codzienności brakuje. Kiedy coraz trudniej było stawiać kolejne kroki, powtarzałam „Jezu chcę iść z Tobą – prowadź mnie”. Po każdym następnym przystanku na rozważanie tajemnicy kolejnej stacji drogi krzyżowej, z coraz większym wysiłkiem ruszałam dalej. Każdy kolejny krok bolał coraz bardziej. Wiedząc jednak, że Jezus jest z nami zawsze i że bierze na siebie, to czego nie umiemy, nie jesteśmy w stanie nosić sami, chciałam tę trudność oddać Jemu. Tam, gdzie kończy się nasza zdolność radzenia sobie, gdzie po ludzku już nie umieć więcej, dalej, tam zaczyna się zawierzenie Panu Bogu. Przekonałam się, że tak jak trudności na EDK, mogę oddać Panu Bogu każdą trudność w życiu. Uważam, że po ludzku przejście EDK było poza moimi możliwościami . Dziękuję Bogu za tę łaskę, że mogłam dojść do ostatniej stacji, rozważając tajemnicę zbawienia przez mękę i śmierć Jezusa, wierząc, że tylko w Jego miłości i zmartwychwstaniu jest nasz ratunek.

Natalia


1.05.2025

Świadectwo

Jest godzina trzecia-czwarta nad ranem. Idę polną drogą, sam, w ciszy. Doskwiera pęcherz w bucie, pobolewa noga – bo musi być niewygodnie, niekomfortowo; to jest Droga Krzyżowa, odrobina cierpienia to sól EDK.

Podniosła się zimna mgła, księżyc świeci z naprzeciwka, w twarz, niczym słońce o poranku. Widoczność na kilka kroków, wokół pustka, cisza absolutna, nic. Idealne warunki na rozmowę z Panem Bogiem. Tylko ja, moje myśli, emocje, moje zmęczenie. Człowiek nastawia się na głos Pana Boga, jakiś znak bardziej lub mniej czytelny… Czekam…Nic, cisza.

Ja wówczas nic nie usłyszałem w duszy, ale czekam cały czas. Pan Bóg nie działa w kategoriach ludzkich. Nikt nie zna Jego zamysłów…Może dopiero za rok będzie mi dane…

Wojtek


2.05.2025

Świadectwo

Na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej byłam po raz pierwszy….. i już wiem, że nie ostatni. Jeszcze tego samego dnia powiedziałam, że w następnym roku będę wspierać pielgrzymów jeżdżąc samochodem jeśli ktoś opadnie z sił. Na drugi dzień zmieniłam zdanie.

To jest to, czego potrzebowała moja dusza.

Początkowo nie zakładałam, że będę uczestniczyć w EDK, ale mój mąż Łukasz bardzo chciał iść. Po namyśle i namowie znajomego (dzięki Przemek!) stwierdziłam, że pójdę również aby wspierać męża. Okazało się, że to nie on potrzebował wsparcia, tylko ja.

Droga w ciemności, pośród lasów, nierzadko wśród dzikich zwierząt i mgły takiej, że nie wiesz gdzie idziesz. Sprawdzasz, czy to jest jeszcze ścieżka, czy już nie. Było tak, jak powinno być. Był ból, płacz, że nie zrobię już nawet kroku, była chęć powrotu do domu. Ale nie poddałam się, choć było blisko. Wspólnie daliśmy radę. Wiem, że Bóg miał w tym swój udział. Przysłał nam pielgrzyma i dobre słowo, kiedy już brakło sił: „Dacie radę. Tylko za długo nie siedźcie”.

Bóg daje nam wsparcie przez drugiego człowieka.

Modlitwa towarzyszyła wciąż moim myślom. Dostałam więcej, niż bym się spodziewała. Wiem, że kilka intencji już zostało wysłuchanych 🙂

Pan ma dla każdego napisany plan. Jeśli tylko będziemy wsłuchiwać się w Jego głos, damy radę przeżyć życie z uśmiechem na ustach i wdzięcznością w sercu.

Ania, 39 lat


23.04.2026

Świadectwo

Jadąc pociągiem do Gniezna czułam się bardzo niepewnie. Z nerwów aż ściskało mnie w brzuchu. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. To było napięcie i drżenie serca przed nieznanym, ale jednocześnie cicha nadzieja i wewnętrzne przynaglenie, żeby spróbować. Drżącą ręką zapisywałam się na trasę – już wtedy czułam, że to będzie coś więcej niż zwykły wysiłek fizyczny.

Radość mieszała się z lękiem. Z jednej strony ogromne pragnienie przeżycia czegoś głębokiego, z drugiej – strach, czy dam radę przejść 46 kilometrów. W głowie kłębiły się myśli: czy będę szła sama? Czy znajdzie się ktoś, kto wesprze mnie w chwili słabości, pomodli się ze mną, poda dobre słowo wtedy, kiedy zabraknie sił? Ta niepewność i strach były jak cień, który szedł za mną jeszcze zanim wyruszyłam.

Pojawiła się taka osoba. Szliśmy obok siebie, dając sobie słowo otuchy. Wspieraliśmy się nawzajem, sprawdzaliśmy, czy na pewno jeszcze dajemy radę, czy trzeba na chwilę zwolnić. Odmówiliśmy wspólnie różaniec – każdy w swoich intencjach, każdy po cichu, ale razem. Ta obecność była dla mnie ogromnym darem.

Trasa Ekstremalnej Drogi Krzyżowej była wymagająca nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Piasek osuwający się pod butami nie pomagał pokonywać kolejnych kilometrów. Każdy krok wymagał wysiłku. Na szczęście piękny księżyc próbował doświetlać nam drogę i przypominać, że nawet w ciemności jest światło.

W trakcie drogi pojawiały się różne myśli:
„Po co mi to było?”
„Nie dam rady…”
„Jeszcze tyle kilometrów…”
Ale zaraz potem przychodziły inne:
„Idź dalej.”
„Ofiaruj to.”
„To ma sens.”

Siły dodawały mi intencje, które niosłam w sercu – ważne, codzienne, czasem trudne. To one pchały mnie do przodu, kiedy ciało chciało się zatrzymać. Czułam, że każdy krok ma znaczenie – że nie idę tylko dla siebie. Każdy z nich był jak modlitwa, jak ciche wołanie i jednocześnie zawierzenie.

Ogromnym wsparciem były rozważania – proste, a jednocześnie głębokie. Trafiały wprost do serca. Zatrzymywały. Czasem bolały, czasem wzruszały, ale zawsze zmuszały do myślenia. Czułam, że są dokładnie na tę drogę – i na moje życie. To słowa, które zostają na dłużej, nie tylko na trasie.

Z każdą kolejną stacją coraz trudniej było się podnieść. Kolana same uginały się do ziemi – z wysiłku, ale i z wdzięczności, że znów udało się dojść kawałek dalej. Im dalej, tym mniej było siły, a więcej walki. Każdy ruch kosztował.

Ostatnie kilometry były prawdziwym wyzwaniem. Ból nóg, mroźne powietrze i ogromne zmęczenie fizyczne sprawiały, że każdy krok był walką. Ale to właśnie wtedy czułam najmocniej, że nie jestem sama. Że to ON mnie prowadzi. Kiedy dotarłam do XIV stacji, poczułam ogromną radość. Taką czystą, głęboką, trudną do opisania. Wtedy już wiedziałam – to była moja pierwsza Ekstremalna Droga Krzyżowa, ale na pewno nie ostatnia. Zrozumiałam, że to wszystko było po coś. Że to Bóg poprowadził mnie tą piękną, choć trudną drogą.

I choć momentami trudno było iść, trudno było też wstać znów na nogi, to wiem, że było warto. Dziękuję za to doświadczenie, za emocje, za wyznanie wiary, które każdy z pątników złożył, podążając trasą EDK. Dziękuję Sławkowi, który namówił mnie, abym poszła – za impuls, którego potrzebowałam. Dziękuję Łukaszowi, który był obok – za obecność, wsparcie i siłę, którą mi dawał.

W tej drodze zrozumiałam, że wychodząc ze swojej strefy komfortu, można doświadczyć czegoś niezwykłego – nieskończonej miłości Boga do człowieka. Ta droga była spotkaniem – z samą sobą, z drugim człowiekiem i z Bogiem. Była lekcją pokory, zaufania i siły, której wcześniej w sobie nie znałam. Przede wszystkim jednak przypomniała mi, że kiedy idę z Bogiem – nawet najtrudniejsza droga ma sens.

A kiedy wróciłam do domu i mój synek powiedział: „Mamo, jestem z Ciebie dumny!” – wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że naprawdę było warto. Bo nie zrobiłam tego tylko dla siebie.

Daria


23.04.2026

Świadectwo

Maciej moja Ekstremalna Droga do Nowego Początku
Wyruszyłem na trasę EDK z ogromnym ciężarem w sercu. Moje życie stanęło w punkcie, którego nigdy nie planowałem – w trakcie trwającego już od 3 lat bolesnego procesu rozwodowego. Moim pierwszym i najważniejszym celem była modlitwa o opiekę nad moimi dziećmi w tej całej sytuacji. W obliczu utrudnionych kontaktów i muru, który wyrósł między mną a ich matką, czułem bezsilność. Każdy kilometr w milczeniu i bólu stawał się dla mnie ofiarą składaną Bogu za ich spokój i bezpieczeństwo.

Czego doświadczyłem na trasie?
Podczas kolejnych stacji zrozumiałem, że choć tracę kontrolę nad moją sytuacją rodzinną, wierzę że Bóg tej kontroli nie traci. Oddaje Jemu pod opiekę moich 3 chłopaków, modląc się kolejną Tajemnicą Różańca Świętego. A w trasie pomiędzy Stacją 6 (w rozważaniach było napisane: „Masz rodzinę,? Masz przyjaciół? Zadbaj o nich […]”, a Stacją 7 poczułem wielkie zmęczenie i osamotnienie rozważałem w sobie czy dam radę dalej iść, odezwały się wszystkie bolące stawy, jednak gdy tak to wszystko wewnątrz mnie narastało osłabienie i ból fizyczny, nagle w połowie trasy tchnęła we mnie jakaś wewnętrzna radość i przyszła do głowy myśl: „Idź dalej, a jak dasz radę i dojdziesz do 14-stej Stacji, będzie na Ciebie czekało szczęście w Domu. To przyniosło mi dziwny, niewytłumaczalny spokój i siłę iść do końca. I jednocześnie na dalszych stacjach narastała we mnie myśl zaufania że Bóg ma to wszystko pod kontrolą, którego nie da się wypracować logiką, a jedynie wycierpieć w drodze.

Szukanie drogi myśli, które mnie natknęły – drugi temat do rozważania na EDK
Drugim celem było pytanie o „dobrą drogę”. Nie chciałem już iść po swojemu, bo moje własne plany legły w gruzach. Prosiłem: „Panie, spraw, by moje życie, mimo tego co się stało, wydało plon”. Nawiązując do Ewangelii Mateusza, narastała we mnie obawa, że moje życie stało się drogą ubitą lub skalistą, na której nic nie urośnie.
W ciszy nocnego marszu dotarło do mnie, że „dobra droga” to niekoniecznie droga bez problemów, ale droga kroczenia w prawdzie i miłości mimo przeciwności. Zrozumiałem, że moim „plonem” w tym momencie ma być wytrwanie w byciu dobrym ojcem i człowiekiem, który nie daje się zatruć nienawiści, mimo trudnych okoliczności i osób, które stają na mojej drodze.

Podsumowanie
EDK nie rozwiązało moich problemów w jedną noc, ale zmieniło moją postawę. Wróciłem z tej drogi z przekonaniem, że Bóg ma dla mnie plan „miły Jemu”, nawet jeśli teraz prowadzi on przez ciemną dolinę. Moim świadectwem jest to, że w największym kryzysie można odnaleźć kierunek, jeśli tylko odważymy się Boga o niego zapytać w całkowitym milczeniu i trudzie.

Maciej