Świadectwa z Ekstremalnej Drogi Krzyżowej
W piątek 31 marca 2023 roku w o godz. 19:00 w Bazylice Katedralnej w Gnieźnie została odprawiona Msza św., która zapoczątkowała Ekstremalną Drogę Krzyżową – trasą św. Józefa z Gniezna do Kicina. Uczestniczyła liczna grupa z naszej parafii. Oto świadectwa kilku z nich:
***
Jest czwartkowy wieczór poprzedzający Wielki Tydzień. Dzwoni telefon, wyciągam z kieszeni i wyświetla się Wacek i mówi krótko ,,Ekstremalna Droga Krzyżowa” czyli EDK –idziesz w nocy w ciszy, modlisz się aby spotkać się z NIM. Ja idę, idziesz ze mną?”.
Tyle mi wystarczyło aby podjąć decyzje w ułamku sekundy że idę. Nigdy wcześniej nie słyszałem o EDK – zero przygotowań, przemyśleń czy dam radę fizycznie czy będę bezpieczny. Do dziś pamiętam strach w oczach żony mówiąc jej o mojej pierwszej EDK, uspokajając żonę mówię, że będę uważał i że ON będzie tuż obok mnie.
Po przejściu czterokrotnie EDK mam milion myśli w głowie pisząc moje świadectwo, wracają przemyślenia, rozważania, przypominam sobie każdy krok, każdy kilometr to co mnie otaczało co mijałem idąc od stacji do stacji.
Każde EDK którego doświadczyłem duchowo jest zupełnie inne, ale równie ważne dla mnie w dążeniu do bycia dobrym człowiekiem a dalej do bycia Zbawionym.
Pierwsze EDK pomogło mi poprawić moje życie. Wcześniej liczyła się praca i wartości materialne z niej płynące, przez co zaniedbywałem relacje w małżeństwie które były szalenie ważne na danym etapie naszego życia gdyż mieliśmy za sobą trzy poronienia i początek czwartej ciąży. Miałem mnóstwo pytań do Boga dlaczego tak jest. Czułem w sercu pustkę, zwątpienie, poczucie braku wiary i tak jak by Duch Święty o mnie zapomniał.
Przemierzając EDK od stacji do stacji miałem w sercu: ,,Boże niech się dzieje wola Twoja ale proszę obdarz mnie darem ojcostwa, ulecz me serce i rany w nim wyryte, pomóż mi być lepszym człowiekiem”.
Im dalej szedłem to każda kolejna dziesiątka różańca była jakby bardziej istotna, bardziej płynąca z głębi mojego serca, a nie tylko klepanie i powtarzanie „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Maryjo…”.
Po przejściu ponad trzydziestu kilometrów uczucie jak by zaczęła się moja Droga Krzyżowa, przyszło zmęczenie ,wyczerpanie i ból z każdego kolejnego kroku.
Było mi ciężko. Doszedłem do X stacji ukląkłem, upadłem nie dałem rady wstać i iść dalej. I tu Duch Święty po jakiejś chwili pomógł mi wstać i iść dalej.
Zacząłem rozmawiać z Jezusem jak z dobrym przyjacielem ale z takim przyjacielem na 100%, nigdy wcześniej nie miałem tak wielkiego przekonania że On mnie słucha i kieruje moim życiem nawet jeśli nie rozumiem teraz dlaczego tak jest.
Dochodząc do XIV stacji czułem że mnie wysłuchał, byłem potwornie zmęczony ale szczęśliwy. Przez cały rok do kolejnej EDK setki razy wracałem do rozważań i przemyśleń aby pójść dobra drogą.
Jeżeli się wahasz czy dasz radę i czy warto. Zawierz Bogu, weź swój krzyż i idź. Nie bój się. Będzie ciężko nawet bardzo, ale na końcu Twojej EDK czeka na Ciebie On Miłosierny.
Sławek
***
To była moja pierwsza w życiu EDK. Nawarstwiające się w tym czasie komplikacje przekonywały mnie, żebym jednak zrezygnowała, że może kiedyś, w przyszłości, ale nie teraz. Pomyślałam, że idealny moment może nigdy nie nadejść i chcę teraz, dziś wyruszyć w tę nietypową drogę krzyżową. Na kilka godzin przed startem podjęłam decyzję, że idę. Rozpoczynałam z myślą, że pójdę dotąd, dokąd zaprowadzi mnie Pan Bóg – nic nie zakładałam. Chciałam po prostu pójść w tę drogę za Jezusem, dać się Jemu poprowadzić całkowicie, odkładając na bok swoje przekonanie, że wiem co mogę, a co nie. Początkowo czułam strach, niepewność, bo przecież jest noc i nie wiem co mnie spotka na drodze. Sytuacji nie ułatwiały trudne warunki pogodowe. Podczas całej mojej wędrówki – z bardzo krótkimi przerwami – padał deszcz. Otuchy i wsparcia dodawała mi obecność życzliwych mi ludzi i to, że zawsze ktoś był w zasięgu wzroku. Czułam się dzięki temu bezpieczniej i byłam wdzięczna Bogu za towarzystwo bliskich mi osób.
W miarę pokonywania kolejnych kilometrów niepewność znikała, a narastał ból. Ból, który mogłam oddać Jezusowi. Wiedziałam, że idę nie dlatego, by być sama, ale po to, by nauczyć się oddać ciężar w Jego ręce. Ten i każdy inny ciężar w życiu. Miałam sporo czasu na przebywanie z Bogiem sam na sam, na modlitwę w ciszy i spokoju, których często w codzienności brakuje. Kiedy coraz trudniej było stawiać kolejne kroki, powtarzałam: „Jezu chcę iść z Tobą – prowadź mnie”. Po każdym następnym przystanku na rozważanie tajemnicy kolejnej stacji drogi krzyżowej, z coraz większym wysiłkiem ruszałam dalej. Każdy kolejny krok bolał coraz bardziej. Wiedząc jednak, że Jezus jest z nami zawsze i że bierze na siebie, to czego nie umiemy, nie jesteśmy w stanie nosić sami, chciałam tę trudność oddać Jemu. Tam, gdzie kończy się nasza zdolność radzenia sobie, gdzie po ludzku już nie umieć więcej, dalej, tam zaczyna się zawierzenie Panu Bogu.
Przekonałam się, że tak jak trudności na EDK, mogę oddać Panu Bogu każdą trudność w życiu. Uważam, że po ludzku przejście EDK było poza moimi możliwościami. Dziękuję Bogu za tę łaskę, że mogłam dojść do ostatniej stacji, rozważając tajemnicę zbawienia przez mękę i śmierć Jezusa, wierząc, że tylko w Jego miłości i zmartwychwstaniu jest nasz ratunek.
Natalia
